Co to jest i na czym polega?

Jest to efek­tywna forma pracy z cia­łem. Prak­tycz­nie, tech­nika ta jest formą uci­sków, ruchów roz­cią­ga­ją­cych i sku­pia­ją­cych tkanki powię­zio­wej wyko­ny­wa­nych przy uży­ciu pal­ców, dłoni i przed­ra­mion. Wyko­rzy­stu­jąc wolny, głę­boki i inte­li­gentny dotyk, metoda ta roz­ciąga, ukie­run­ko­wuje i reor­ga­ni­zuje tkankę łączną. Usuwa nagro­ma­dzone napię­cia w ciele i pozwala przy­wró­cić poczu­cie swo­body i rów­no­wagi mię­śnio­wej orga­ni­zmu. Rol­fing przy­wraca naszemu ciału natu­ral­ność i zba­lan­so­waną postawę.

Czemu może służyć?

Rol­fing pomaga naszemu ciału poczuć się sil­niej­szym, spraw­niej­szym i zdrow­szym, pomaga pozbyć się stresu i zmę­cze­nia. Klienci doświad­czają relaksu, wyci­sze­nia, wyż­szego poziomu fizycz­nej, men­tal­nej i emo­cjo­nal­nej wital­no­ści. Prak­tyka ta zwięk­sza zasięg ruchu i pobu­dza wewnętrzną świa­do­mość ciała. Niwe­luje bóle głowy spo­wo­do­wane stre­sem lub nad­mier­nym napięciem.

Rol­fing Inte­gra­cja Struk­tu­ralna jest dosko­na­łym uzu­peł­nie­niem do ćwiczeń jogi, pila­tes i innych prak­tyk zdrowotnych.

Gra­cja i swo­boda w ruchu są natu­ral­nym skład­ni­kiem ludz­kiej formy w prze­strzeni. Jed­nym z naj­głęb­szych mecha­ni­zmów naszej szkie­le­towj struk­tury jest ruch eks­pan­sji w polu dzia­ła­nia sily gra­wi­ta­cji, zrów­no­wa­żona, trój­wy­mia­rowa eks­pre­sja ludz­kiego potencjału.

Dla więk­szo­ści ludzi, ta rów­no­waga, ist­nieje tylko w sfe­rze poten­cjal­nej, żadko kiedy jest reali­zo­wana. Od malego dziecka nasze ciała ewo­lu­ują w kie­runku zrów­no­wa­żo­nej eks­pan­sji, nóżki się pro­stują, powstają łuki w sto­pach, ten pro­ces trwa do okresu doro­sło­ści a nawet i dłu­zej. Nie­któ­rzy tan­ce­rze, spor­towcy czy wyjąt­kowo pełni gra­cji ludzie ewo­lu­ują ku tej peł­nej, zrów­no­wa­żo­nej eks­pan­sji w przestrzeni.

Codzienne życie, urazy, wypadki, cho­roby, stres, trau­ma­tyczne doświad­cze­nia, spra­wiają że nasze ciało kom­pen­suje wszyst­kie te bodźce w różny spo­sób, sztyw­nieje, kur­czy się, staje się nie­czułe, ponad wszystko prze­sta­jemy czuć nasze ciało od wewnątz, wię­cej pole­gamy na oczach, widze­nie zastę­puje odczuwanie.

Dr Ida Rolf opra­co­wała metodę, ktora pozwala przy­wró­cić ciału natu­ralną rela­cję z gra­wi­ta­cją. Bez­pieczna rela­cja naszego ciała z gra­wi­ta­cją to głęb­sze pozna­nie naszego wnę­trza, to więk­sza inte­gra­cja jego struk­tur i w efek­cie sta­jemy się peł­niejsi, bar­dziej sta­jemy się całością.

Rol­fing to reor­ga­ni­za­cja naszego ciała w jego cał­ko­wi­tym poten­cjale rucho­wym. Tu na ruch patrzymy w kon­cep­cjach z geometrii,(linie i płasz­czy­zny), które poma­gaja nam ana­li­zo­wać go w prze­strzeni. Kiedy każdy staw jest otwarty i zrów­no­wa­żony, wtedy mamy poczu­cie inte­gra­cji w całym naszym ciele.

Każdy powta­rzany ruch powo­duje zmiany w kształ­cie ciała. Pły­wacy, gim­na­stycy, tan­cerki, muzycy, sto­ma­to­lo­dzy czy infor­ma­tycy przy­wia­zani do biu­ro­wych krze­seł two­rzą typowe dla sie­bie ciała, nie­które stają się wysoce sprawne a inne stają się mocno zde­gra­do­wane. Tkanka powię­ziowa trzyma wszystko razem, two­rząc formę naszego ciała.

Struk­turę powięzi można zmie­nić, Rol­fing ze swoją tech­niką manu­alną dosko­nale się tam znaj­duje, dzięki doty­kowi roz­ciaga, wydłuża, reor­ga­ni­zuje tkankę powięziową.

Waż­nym ele­men­tem tego pro­cesu jest soma­tyczne doświad­cze­nie klienta, który jest anga­żo­wany w aktywne bra­nie w nim udzialu oraz prze­ko­na­nie że ciało może nam pomóc w zna­le­zie­niu opty­mal­nej płasz­czy­zny ruchu.

Jest to praca ze świa­do­mo­ścią ciała i z jej głę­boką madrością.

Wię­cej infor­ma­cji na www​.rolf​.org , www​.rol​fing​.org

Kontakt:

mgr Mariusz Solpa — Cer­ty­fi­ko­wany Rolfer®

+ 48 696 764 642

 

Jestem prze­ko­nana, że sto­imy u progu waż­nego etapu w roz­woju ludz­ko­ści tj. zwró­ce­nia uwagi do wewnątrz sie­bie, czyli zain­te­re­so­wa­nia się struk­turą wewnętrzną czło­wieka.
Czło­wiek potrze­buje wie­dzy o swo­jej archi­tek­tu­rze wewnętrz­nej i o tym, jak może nią zarządzać.

Świa­do­mość czło­wieka cią­gle ewo­lu­uje i jej roz­wój zależy od tego, jak czło­wiek postrzega swoją sytu­acje i moż­li­wo­ści swo­jego roz­woju oraz od tego jakich narzę­dzi użyje do swo­jego roz­woju. Narzę­dzia powinny być dosto­so­wane do tego poziomu świa­do­mo­ści, na któ­rym on jest aktualnie.

Prze­ko­na­nie na temat tego co jest moż­liwe w potęż­nym stop­niu deter­mi­nuje nasze życie, ale ono zależy od naszej świa­do­mo­ści i może zmie­nić się w toku życia.

Jestem prze­ko­nana, że ten ruch do wnę­trza czło­wieka zmieni powszechny pogląd na to, co możemy jako gatu­nek. Moż­li­wo­ści roz­woju czło­wieka są znacz­nie więk­sze niż myśle­li­śmy do tej pory.

Nie zna­czy, że będzie to droga banal­nie łatwa. Ozna­cza to jed­nak, że każdy z Nas Ludzi nosi te moż­li­wo­ści sam w swoim wnę­trzu.
 
Poni­żej przed­sta­wiam moje prze­my­śle­nia i wnio­ski na temat tego czym jest świa­do­mość:
 

  1. Wszystko co dzieje się w czło­wieku ma pod­łoże bio­lo­giczne lub fizyczne.
  2. Świa­do­mość można sobie wyobra­zić jako płyn, falę, krysz­tał lub ener­gię. Pośred­ni­czy ona mię­dzy świa­tem wewnętrz­nym i zewnętrz­nym. Jed­no­cze­śnie spaja ona wewnątrz czło­wieka to co fizyczne i to co duchowe, pośred­ni­cząc w usta­wicz­nej inte­rak­cji pomię­dzy tymi wymia­rami wewnątrz człowieka
  3. Cale ciało jest zarzą­dzane przez świa­do­mość za pośred­nic­twem cen­trum świadomości.
  4. Cen­trum świa­do­mo­ści może być har­mo­nijne , spójne, bli­skie cało­ści i wtedy czło­wiek jest zdrowy, bądź nie har­mo­nijne , nie spójne , roz­bite i wtedy mówimy o cho­ro­bie człowieka.
  5. Cen­trum świa­do­mo­ści wyświe­tla się na ciele.
  6. Cen­trum świa­do­mo­ści ma swoją bio­lo­giczną strukturę.
  7. U bar­dzo zdro­wego czło­wieka ośrodki cen­trum świa­do­mo­ści odpo­wie­dzialne za inte­lekt, emo­cje, instynkt są bar­dzo dobrze zin­te­gro­wane, są bli­skie bycia jednością.
  8. Sku­teczne metody lecze­nia traum powo­dują zwięk­sze­nie zin­te­gro­wa­nia ośrod­ków świadomości.
  9. Ist­nieją momenty w któ­rych świa­do­mość czło­wieka zmie­nia się jako­ściowo i wtedy mogą poja­wić się nowe umiejętności.
  10. Pro­ces wzro­stu czło­wieka jest funk­cją poziomu świa­do­mo­ści czło­wieka i har­mo­nii pomię­dzy : inte­lek­tem, emo­cjami, instynk­tem i duszą
  11. Czło­wiek (jego świa­do­mość) roz­wija się w polu rodziny, grupy spo­łecz­nej, kul­tury, reli­gii, men­tal­no­ści, filo­zo­fii. Wszyst­kie te poziomy wpły­wają na czło­wieka, ale wzra­sta­jąca świa­do­mość sama w sobie jest narzę­dziem pozna­nia, roz­woju i oddzia­ły­wuje na pole, w któ­rym wzra­sta człowiek .
  12. Świa­do­mość zauważa pewne zja­wi­ska i rela­cje w zależ­no­ści od poziomu wibra­cji. „Widzi się” coś, „odczuwa się” coś po warun­kiem że możemy to coś wyróż­nić z zalewu infor­ma­cji. Musimy mieć czy­ste pasmo odbioru. Ciało i poszcze­gólne narządy mają swoją wibra­cję. Także myśli, emo­cje, zacho­wa­nia instynk­towne jak i stany duchowe mają swoją wibra­cję. Ludzie wiążą się ze sobą na zasa­dzie podob­nych lub uzu­peł­nia­ją­cych się wibracji.
  13. Ewo­lu­cja nie two­rzy nic nowego; jedy­nie krok po kroku przy­bliża świa­do­mość czło­wieka do tego co już istnieje.

Marzec 2012.
Teresa Ossowska

 

POZNANIE SAMEGO SIEBIE OBEJMUJE:

1. Pozna­nie swo­jego Obrońcy – Kon­tro­lera i oso­bo­wo­ści pod­sta­wo­wych, czyli tego, co pra­wie wiemy o sobie.

2. Pozna­nie wypar­tych obsza­rów sie­bie, wypar­tych instynk­tów, emo­cji, myśli. Dotar­cie do tego, czego o sobie nie wiemy, lecz co możemy przeczuwać.

3. Pozna­nie naszych iden­ty­fi­ka­cji z rodzi­cami i innymi człon­kami rodziny. Czę­sto nosimy w sobie nie­świa­dome uczu­cia człon­ków rodu, wręcz jeste­śmy do kogoś podobni ener­ge­tycz­nie, kopiu­jemy czyjś los (patrz: usta­wie­nia sys­te­mowe wg B.Hellingera)

4. Pozna­nie naszych uza­leż­nień fizycz­nych i psy­chicz­nych , czyli tego, co nam się wydaje nie­zbędne do funk­cjo­no­wa­nia, a co spra­wia nam cierpienie.

Uza­leż­nie­nie psy­chiczne i fizyczne jest czę­sto oparte o pre­na­talne doświad­cze­nia zastęp­cze (Patrz: doświad­cze­nie prenatalne).

5. Pozna­nie naszych naj­głęb­szych lęków, które stoją na dro­dze do bycia w zgo­dzie z Więk­szą Duszą. Przej­ście „Ciemna noc duszy……..” Celem jest wywo­ła­nie prze­pływu w stronę naszej istoty. Jest to pro­ces stop­niowy i pro­wa­dzi nas do pozna­nia sie­bie i świata. Skut­kuje ten pro­ces mody­fi­ka­cją struk­tur mate­rial­nych świa­do­mo­ści. Pro­ces ten oczysz­cza nas z ilu­zji i pro­wa­dzi do życia w zgo­dzie z wła­sną istotą.

CZYM SA NASZE LĘKI

PROCES POZNAWANIA SIEBIE

1. Lęki wyni­ka­jące z pro­cesu przy­sto­so­wa­nia do życia. Mówię tu o zain­sta­lo­wa­niu się naszej duszy w ciele, o naszej ciąży i poro­dzie. Owo­cują one tym, co nazy­wamy naszą oso­bo­wo­ścią. Uwal­niamy się od tych leków roz­po­znamy naszą struk­turę oso­bo­wo­ści, która jed­no­cze­śnie jest fil­trem przez który pozna­jemy świat. Dopóki nie roz­po­znamy sie­bie, patrzymy na świat poprzez ten filtr i mylimy się bar­dzo sądząc, że roz­po­zna­jemy ten świat. Myślimy:

• „świat wymaga pracy” i to się reali­zuje
• „trzeba się dosto­so­wać” i to reali­zuje się w naszym życiu
• „trzeba być dosko­na­łym, ina­czej zdławi nas wstyd” i to się realizuje.

Rów­nież szer­sze pozna­nie świata jest przez ten filtr zabu­rzone. Dzie­limy ludzi na „na zgod­nych z naszym patrze­niem na świat” i tych, któ­rzy patrzą ina­czej na świat niż my, np. bli­scy – dalecy; war­to­ściowi – niewartościowi.

(W meto­dzie Voice Dia­lo­gue myślę o tzw. oso­bo­wo­ściach pod­sta­wo­wych: wykształ­co­nych na bazie „Obrońcy – Kon­tro­lera” i Kry­tyka Wewnętrznego)

Pod­sta­wowe wzorce opi­suje ofe­ruje teo­ria enneagramu.

2. Lęki wyni­ka­jące z wypar­cia „Źdźbło w oku bliźniego”.

Dostrze­gam u innych osób: chci­wość, zazdrość, ignorancję…..ale w sobie nie dostrze­gam takich ener­gii. Wów­czas mówimy o dru­giej stro­nie bie­guna samopoznania.

Naj­czę­ściej wypar­cie doty­czy: instynk­tów (siły, mocy, sek­su­al­nych, agre­sji, zła).

W meto­dzie Voice Dia­lo­gue mówimy o wypar­tych czę­ściach osobowości.

3. Pozna­nie CIENIA RODU

Ozna­cza to otwar­cie się na to, co jest odrzu­cone przez rodzinę.

Ozna­cza to pozna­nie naszych iden­ty­fi­ka­cji z rodzi­cami i innymi człon­kami rodu

Czę­sto nosimy w sobie odrzu­cone uczu­cia matki, ojca, a także czę­sto repre­zen­tu­jemy ener­ge­tycz­nie tych człon­ków rodziny, o któ­rych zapo­mniano, któ­rych nie poznano itd. Pozna­nie i uzna­nie osób wyklu­czo­nych powo­duje więk­szy spo­kój duszy i czę­sto ma prze­ło­że­nie na ciało

Jed­no­cze­śnie roz­wija się nasz pro­ces akcep­ta­cji świata, bo czę­sto oka­zuje się, ze to czego nie­na­wi­dzimy, czego nie cier­pimy u innych, zda­rzyło się bli­żej nas niż myśle­li­śmy. Na tym eta­pie koń­czy się mora­li­zo­wa­nie, a zaczyna się zro­zu­mie­nie, akcep­ta­cja miło­ści. Otwie­ramy głowę i serce na zacho­wa­nia, w któ­rych uwi­dacz­nia się CIEŃ CZLOWIEKA. Staje się dla nas jasne, że gdy widzimy szer­szy kon­tekst uwi­kłań rodziny, narodu nie ośmie­lamy się oce­niać i prze­sta­jemy oce­niać. Staje się jasne, że rów­nież w nauce, filo­zo­fii, pozna­niu wyparte czę­ści rze­czy­wi­sto­ści są obecne.

Ten ostatni wątek nie jest tak oczy­wi­sty, nie­mniej jest abso­lut­nie logiczny.

Obszerną wie­dzę na ten temat dostar­cza lite­ra­tura i prak­tyka usta­wień systemowych

(patrz „Na co poka­zują sta­wie­nia sys­te­mowe….” www​.adi​tus​.pl)

4. Uza­leż­nie­nia fizyczne i psychiczne

Ist­nieją czę­ści z któ­rymi nie mamy kon­taktu, gdyż na bar­dzo wcze­snym eta­pie roz­woju (czę­sto w okre­sie przed­uro­dze­nio­wym) dozna­li­śmy mikro­usz­ko­dzeń, które pchają nas ku jakie­muś szcze­gól­nemu sta­nowi emo­cjo­nal­nemu lub fizycz­nemu. Mówimy wów­czas, że choć nie chcemy, to coś pcha nas ku alko­ho­lowi, nar­ko­ty­kom, sek­sowi, zło­ści, szcze­gól­nemu typowi męż­czyzn i kobiet. Cią­gle wyda­rza się nam to doświad­cze­nie, któ­rego nie chcemy i dzieje się tak ile­kroć zetkniemy się z danym wyzwa­la­czem np. z okre­ślo­nym typem pod­niety. „Potrze­bu­jemy” zachwytu, zło­ści, nowego rodzaju dotyku, mor­der­czego wysiłku, dosko­na­łego domu itd., ale też nie­za­do­wo­le­nia, porów­ny­wa­nia się z innymi itd. Te uszko­dze­nia (mikro­usz­ko­dze­nia) wyda­rzają się w kon­kret­nym miej­scu i rodzi­nie, w łonie kon­kret­nej matki. Wszyst­kie te oko­licz­no­ści two­rzą pole naszego roz­woju. Są one zależne rów­nież od histo­rii tej rodziny zapi­sa­nej w jej mate­riale biologicznym.

Uza­leż­nie­nie możemy też leczyć korzy­sta­jąc z metody „Voice Dia­lo­gue”, ale rów­nież metod sta­nów szczytowych.

Uwi­kła­nia sys­te­mowe zabu­rzają pole. Doświad­cze­nie roz­woju dziecka w łonie matki dzieje się rów­nież w tym zmie­nio­nym ener­ge­tycz­nie polu.

Roz­wój jed­nostki prze­biega w polu pomię­dzy rodzi­cami. Pole jed­nostki może być uświa­do­mione, część duchowa może być zin­te­gro­wana z czę­ścią fizyczną lub też pole może zawie­rać ele­menty nie­spójne i zaburzone.

Wydaje się, że im więk­sza część wyparta dziad­ków i rodzi­ców, tym więk­sze moż­li­wo­ści uszko­dzeń pre­na­tal­nych dziecka. Uszko­dze­nia ener­ge­tyczne nie­oczy­tane w jed­nym poko­le­niu mogą prze­kształ­cić się w zabu­rze­nia struk­tury ciała w następ­nych pokoleniach.

Psy­cho­lo­giczne aspekty wyklu­cze­nia czę­ści oso­bo­wo­ści poka­zuje praca metodą „Voice Dialogue”.

Psy­cho­lo­giczne aspekty wyklu­cze­nia w rodzi­nie poka­zuje praca usta­wie­niowa (podej­ście B. Hellingera).

Kon­sump­cjo­nizm, mate­ria­lizm, jest wyklu­cze­niem ducho­wo­ści. Podobne wyklu­cze­nia mogą ist­nieć w obrę­bie ducho­wo­ści i histo­rii człowieka.

5. Pozna­nie i oswo­je­nie naszych naj­głęb­szych lęków zacho­dzi, gdy podą­żamy do bycia w zgo­dzie z Więk­szą Duszą.

Mówi się tu cza­sem o „ciem­nej stro­nie duszy”. Celem tego etapu jest wywo­ła­nie prze­pływu w stronę cze­goś za czym bar­dzo tęsk­nimy, w stronę naszej ISTOTY.

Nasze głęb­sze leki (przed wyklu­cze­niem, ośmie­sze­niem, sza­leń­stwem, potę­pie­niem) mate­ria­li­zują się i poja­wia się dusza, aby je uzdrowić.

Jest to pro­ces stop­niowy i pro­wa­dzi nas do uzu­peł­nie­nia bra­ków w pozna­niu i akcep­ta­cji świata takim jaki on jest. Ten etap jest dostępny dla osób, które posia­dają roze­zna­nie, dys­cy­plinę duchową, nie zaprze­czają bie­gu­no­wo­ści sie­bie, swo­jego doświad­cze­nia oraz bie­gu­no­wo­ści na dro­dze pozna­nia świata.

Pro­ces ten oczysz­cza nas z ilu­zji i pozwala korzy­stać z wła­snej istot­no­ści. Ozna­cza zjed­no­cze­nie w sobie świa­do­mo­ści, pod­świa­do­mo­ści i nie­świa­do­mo­ści. Ozna­cza wysoko sto­pień syn­chro­ni­za­cji pra­wej i lewej pół­kuli mózgo­wej. Rela­cja wobec samego sie­bie, prze­kłada się na tym pozio­mie roz­woju na nasze osią­gnię­cia w pracy, w życiu (część uzna­jąca sie­bie i część sabo­tu­jąca sie­bie). Czę­ści uzna­jące sie­bie i czę­ści sabo­tu­jące sie­bie są prze­pra­co­wane, oświe­tlone, zintegrowane.

Pro­ces ten wykra­cza poza ramy pracy, którą teraz nazy­wamy pracą psy­cho­lo­giczną. Pro­ces ten wymaga prze­pra­co­wa­nia wcze­śniej­szych etapów.

WNIOSKI

Praca nad sobą wymaga zro­zu­mie­nia, że:

1) Spo­strze­gamy świat bie­gu­nowo i jest to droga roz­woju. Roz­wój zacho­dzi poprzez prze­zwy­cię­ża­nie przeciwieństw.

2) Wszystko w świe­cie przy­na­leży i powinno zostać uświa­do­mione przez czło­wieka w swo­jej praw­dzie i przej­rzy­sto­ści. Wszystko ma prawo być wyrażone.

3) Droga do prze­zwy­cię­ża­nia prze­ci­wieństw w sobie jest jed­no­cze­śnie drogą pozna­nia „wszyst­kiego takim – jakie – jest”. „Poprzez sie­bie do uniwersum”

 

TRD obraz na strone 11 300x184 Metoda STRD (Skaningowa Termografia Regulacyjna) w praktyce psychologicznej

I. STRD może być punk­tem wyj­ścia do róż­no­rod­nego patrze­nia na czło­wieka np. do ana­lizy psychoenergetycznej. Tym samym umoż­li­wia mówie­nie przed­sta­wi­cie­lom róż­nych podejść tera­peu­tycz­nych, mówie­nie dokład­nie o tym samym tj. nie­za­leż­nym wyniku pomiaru jed­nego człowieka.

II. STRD odzwier­cie­dla funk­cjo­no­wa­nie bio­lo­giczno – ener­ge­tyczne czło­wieka w odnie­sie­niu do inte­lektu – emo­cji – dzia­ła­nia. (instynktu). Ana­liza psy­cho­ener­ge­tyczna jest spo­so­bem inter­pre­ta­cji wyni­ków STRD. Wyko­rzy­sta­nie ana­lizy psy­cho­ener­ge­tycz­nej w pracy psychologa:

1) Pozwala na okre­śle­nie zasad­ni­czej struk­tury oso­bo­wo­ści pacjenta (typ sen­so­ryczny, emo­cjo­nalny, beha­wio­ralny) i jed­no­cze­śnie odzwier­cie­dla bio­lo­giczną pod­stawę oso­bo­wo­ści. Typy tak wydzie­lone kore­spon­dują z innymi kla­sy­fi­ka­cjami psy­cho­lo­gicz­nymi.
2) Pozwala okre­ślić kie­ru­nek pro­wa­dzo­nej tera­pii, poka­zuje punkty od któ­rych roz­po­cząć tera­pię, aby wzmoc­nić pacjenta, tak by mógł pra­co­wać na głęb­szym pozio­mie.
3) Metoda ta trak­tuje jed­na­kowo pacjen­tów soma­tycz­nych i tzw. lęko­wych.
 a. Pacjent lękowy z reguły się głę­boko regre­suje (jego cen­trum świa­do­mo­ści prze­suwa się do traum życio­wych, poro­do­wych, rodo­wych, egre­go­ro­wych). Wów­czas ważna jest obiek­tywna ocena jego stanu tzw. ocena lewo-​półkulowa, aby oce­nić ogólny stan pacjenta i ogólny kie­ru­nek tera­pii. Dużemu lękowi towa­rzy­szy na ogół duża regre­sja.
 b. Pacjent soma­tyczny zaprze­cza­jący swoim emo­cjom, może zoba­czyć na wykre­sie ter­mo­gra­fii, roz­kład ener­gii w ciele. Taka infor­ma­cja daje pacjen­towi pewien poziom pod­sta­wo­wego bez­pie­czeń­stwa w widze­niu swo­jej sytu­acji. Ocena lewo-​półkulowa, uwa­żana przez wielu za bar­dziej naukową i obiek­tywną, daje infor­ma­cję o prawo-​półkulowych aspek­tach, tj. emo­cjach, instynk­cie, a także otwar­to­ści poznawczej.

4) Pozwala oce­nić stan ener­gii pacjenta i tym samym oce­nić, kiedy nie pra­co­wać z pacjen­tem soma­tycz­nym meto­dami, które wyma­gają dużo ener­gii dla inte­gra­cji tematów.

5) Wska­zuje na stan ener­ge­tyczny poszcze­gól­nych frag­men­tów ciała (pię­tra układu ner­wo­wego) i okre­ślić nastę­pu­jące funk­cje psy­chiczne:
 a. Funk­cjo­no­wa­nie pra­wej i lewej pół­kuli.
 b. Napęd psy­chiczny i zdol­ność do komu­ni­ka­cji (aser­tyw­ność – wyco­fa­nie – agre­sja).
 c. Wydol­ność emo­cjo­nalną, zakres emo­cji.
 d. Poziom oso­bi­stej mocy i spraw­no­ści dzia­ła­nia.
 e. Siłę instynktu tj. ogólny poziom ener­gii fizycz­nej w danym momencie

6) Dostar­cza wie­dzy na temat stanu ener­ge­tycz­nego narzą­dów i ukła­dów ciała (np. roz­rod­czego, pokar­mo­wego, itp.)

7) Porząd­kuje pro­ces sta­wia­nia hipo­tez tera­peu­tycz­nych i jed­no­cze­śnie niczym go nie ogra­ni­cza (nie dys­ku­tuje się z tym, co jest widoczne). Ogra­ni­cze­niem i jedy­nym potwier­dze­niem pracy są reak­cje orga­ni­zmu pacjenta.

 

1. Pra­cuję na trzech pozio­mach
 a) Bio­lo­gicz­nym: metodą sta­nów szczy­to­wych, wyko­rzy­stuję ele­menty total­nej bio­lo­gii, wie­dzy o budo­wie i funk­cjo­no­wa­niu czło­wieka
 b) Psy­cho­lo­gicz­nym: podej­ście erik­so­now­skie, metoda Voice Dia­lo­gue, doświad­cze­nie pracy behawioralno-​poznawczej
 c) Sys­te­mo­wym (ducho­wym): tera­pia rodzinna, usta­wie­nia systemowe

2. FRAKTALNOŚĆ: wszystko co robimy w jed­nej ze sfer wymie­nio­nych wcze­śniej odbija się na dwóch pozo­sta­łych pozio­mach i jest obecne na wszyst­kich pozio­mach jed­no­cze­śnie.
Jeżeli klient zgła­sza się z pro­ble­mem braku wza­jem­no­ści w jego rela­cjach z ludźmi (poziom psy­cho­lo­giczny), to pro­blem ten jest obecny na pozio­mie sys­te­mo­wym (np. w for­mie rela­cji o tych cechach mię­dzy matką – córką – bab­cią) oraz na pozio­mie biologicznym.

3. ODZYSKIWANIEZWIĘKSZANIE ŚWIADOMOŚCI SIEBIE — jest celem mojej pracy.
 
4. FIZYCZNE rozu­mie­nie świa­do­mo­ści.
Świa­do­mość rozu­miem w spo­sób fizyczny jako falę lub cząsteczkę

5. Roz­wój świa­do­mo­ści sie­bie jako istoty ener­ge­tycz­nej dopro­wa­dzi do zmiany kie­runku naszej ewo­lu­cji w stronę naszej więk­szej wewnątrz­ste­ro­wo­ści tj. ZWIĘKSZANIA NASZYCH ZASOBÓWUMIEJĘTNOŚCI WSPÓŁPRACY

 

Wielu rodzi­ców boryka się z pro­ble­mem „trud­nych” dzieci, które pomimo ich sta­rań są wciąż nie­spo­kojne i impul­sywne, mie­wają napady agre­sji, są smutne, tajem­ni­cze i mil­czące lub mają pro­blemy zdro­wotne. Rodzice pra­gną je zro­zu­mieć, popra­wić rela­cje, jak naj­le­piej wywią­zać się ze swej odpo­wie­dzial­nej roli. Czę­sto po licz­nych wizy­tach u spe­cja­li­stów sły­szą dia­gnozę: błędy wycho­waw­cze, zespół nad­po­bu­dli­wo­ści psy­cho­ru­cho­wej (ADHD), zabu­rze­nia opozycyjno-​buntownicze, uza­leż­nie­nie, zabu­rze­nia jedze­nia. Otrzy­mują rady i wska­zówki, cza­sem dietę lub leki dla dziecka, cza­sem pro­po­zy­cję tera­pii dla całej rodziny.

W zakre­sie pomocy psy­cho­lo­gicz­nej i wycho­waw­czej w przy­padku dzieci „trud­nych do okieł­zna­nia” rodzice poznają np. Metodę Zasad i Kon­se­kwen­cji, w Pol­sce pro­po­no­waną od lat przez dr Toma­sza Wolań­czyka i jego zespół jako uzu­peł­nie­nie sys­te­mo­wej tera­pii rodzin­nej. Metoda ta opiera się na wypra­co­wa­niu i przed­sta­wie­niu dziecku sys­temu norm i zasad, do któ­rych mają się dosto­so­wać. Wcze­śniej sami rodzice doko­nują „prze­glądu” tych zasad i wyma­gań wobec dzieci, tak aby koń­cowy „zestaw” był zgodny z ich wła­snymi war­to­ściami, racjo­nalny i moż­liwy do speł­nie­nia przez dziecko. Daje to szansę na wpro­wa­dze­nie go w spo­sób kon­se­kwentny, spo­kojny, sza­nu­jący uczu­cia i potrzeby zarówno dzieci, jak i rodzi­ców. Czę­sto jed­nak oka­zuje się, że pomimo wysił­ków rodzi­ców stra­te­gia ta nie przy­nosi spo­dzie­wa­nych rezul­ta­tów lub działa na krótko. Dziecko nadal jest nie­okieł­znane i nie­prze­wi­dy­walne – biega, kręci się bez celu, naraża na ryzyko, nie może na niczym sku­pić, kłóci się, ucieka z domu, wpada w złe towa­rzy­stwo, nie można go ode­rwać od kom­pu­tera… Zaczy­nają się nie­po­ko­jące tele­fony ze szkoły. Życie całej rodziny ogni­skuje się wokół pro­blemu: co to dziecko wypra­wia? dla­czego mi to robi? jak mam je zmie­nić? Jak rato­wać? Poja­wia się smu­tek, bez­rad­ność, złość (na dziecko, współ­mał­żonka, na sie­bie), wstyd, poczu­cie winy i klęski.

W tej sytu­acji korzyst­nym dopeł­nie­niem wydaje się kon­cep­cja Nowego Auto­ry­tetu, któ­rej twór­cami są Arist von Schlippe i Haim Omer. Mówią oni o auto­ry­te­cie opar­tym na obec­no­ści (w języku nie­miec­kim dosłow­nie na więzi). Jego pod­stawą jest takie doświad­cze­nie dziecka, które mówi: „Jestem z tobą na dobre i na złe, nie zro­bisz niczego, co spra­wi­łoby, że prze­stanę być twoim rodzi­cem. Ponie­waż jed­nak jako rodzic jestem za cie­bie odpo­wie­dzialny, wyma­gam byś prze­strze­gał okre­ślo­nych gra­nic.” Całą postawą rodzic sygna­li­zuje dziecku: Jestem tutaj. Stoję tu. Jestem blisko.

Tak poj­mo­wana obec­ność ozna­cza, że na przy­kład przy agre­syw­nym zacho­wa­niu jed­nego z rodzeń­stwa rodzic naj­pierw chroni ofiarę, zabie­ra­jąc ją z nie­bez­piecz­nego miej­sca. Przede wszyst­kim uspo­ko­je­nie, bo wzbu­rzone emo­cje sprzy­jają eska­la­cji. Dopiero póź­niej zaj­muje się agre­so­rem. Mówi mało. Komu­ni­kuje swój brak akcep­ta­cji dla jego zacho­wa­nia oraz deter­mi­na­cję w pomocy przy szu­ka­niu roz­wią­za­nia pro­blemu. Roz­wią­za­nie nie może być „karą”. Ma sta­no­wić zadość­uczy­nie­nie dla poszko­do­wa­nego (lub dla rodzica za naru­sze­nie gra­nic). Rodzic razem z dziec­kiem szuka spo­sobu zadość­uczy­nie­nia. Star­sze dziecko czę­sto potrafi wymy­ślić je samo, w przy­padku gdy agre­so­rem jest młod­sze, rodzic pod­daje pomysł i razem z dziec­kiem wyko­nuje drobną pracę na rzecz poszko­do­wa­nego. Auto­rzy kon­cep­cji nazy­wają ten spo­sób postę­po­wa­nia „kuciem żelaza póki zimne”.

Rodzic staje się tu w szcze­gólny spo­sób odpo­wie­dzialny za pro­ces eska­la­cji napięć i kon­flik­tów. Jako auto­ry­tet musi mieć samo­kon­trolę wła­snych reak­cji – ina­czej nie ma żadnej wła­dzy, a jedy­nie w pro­sty, odru­chowy spo­sób reaguje na zacho­wa­nie dziecka. Samo­kon­trola rodzica pomaga mu wyco­fać się z nad­mier­nej kon­troli dziecka. Czu­jąc wła­sną odpo­wie­dzial­ność rodzic może roz­ma­wiać z dziec­kiem o trud­nych spra­wach uży­wa­jąc słowa my zamiast ja. Zamie­nia się wtedy z kon­tro­lera w przy­wódcę, w dyry­genta orkie­stry, który pro­wa­dzi, ale pozwala każ­demu muzy­kowi wyra­zić sie­bie. Dziecko w takich warun­kach może uznać nad­rzędny porzą­dek i jed­no­cze­śnie roz­wi­jać wła­sną auto­no­mię i wła­sną odpo­wie­dzial­ność. Kon­trola to złu­dze­nie. Można dziecko zmu­sić przez jakiś czas do posłu­szeń­stwa, ale i tak nie ma się wpływu na jego myśli, uczu­cia i pra­gnie­nia. Jeśli rodzic mówi dziecku: „Nie kon­tro­luję cię. Moim obo­wiąz­kiem jest poin­for­mo­wać cię, czego ocze­kuję. Ty zro­bisz według sie­bie”, daje mu moż­li­wość wyboru; okre­śla­jąc swoje gra­nice sza­nuje jed­no­cze­śnie gra­nice dziecka. Bar­dzo ważne jest poczu­cie dziecka, że rodzice akcep­tują je samo oraz wiele jego zacho­wań i cech. Wtedy moż­liwe jest przy­wią­za­nie, a rodzice, pamię­ta­jąc że eska­la­cja kon­fliktu prze­cina więzi, mogą wobec trud­nych zacho­wań dziecka zasto­so­wać opór bez prze­mocy i poro­zu­mie­wać się z nim języ­kiem Sarny, a nie Tygrysa. Oczy­wi­ście, Sarna to życz­li­wość i współ­od­czu­wa­nie, Tygrys – napa­stli­wość i naru­sza­nie gra­nic. (W zna­nej w Pol­sce od dawna kon­cep­cji M Rosen­berga Poro­zu­mie­nie Bez Prze­mocy mowa jest odpo­wied­nio o języku Żyrafy i Szakala.)

Pod­sta­wowe zna­cze­nie ma fakt, że rodzic nie reaguje na krzyk i pro­wo­ka­cyjne zacho­wa­nia dziecka. Dopiero wtedy naprawdę ma kon­trolę. Jeśli zare­aguje, kon­trola jest w rękach dziecka. Omar Haim mówi, że dziecko obser­wu­jąc reak­cje rodzica, uczy się „naci­skać guziki” jego sła­bych punk­tów emo­cjo­nal­nych i z cza­sem coraz lepiej wie, jak nim „ste­ro­wać”. Rodzic zatem, jeśli chce unik­nąć odpo­wie­dzi w języku Tygrysa, sam musi mieć świa­do­mość wła­snych sła­bych punk­tów, znać swoje emo­cje, wie­dzieć skąd płyną i czy są ade­kwatne w danym miej­scu i cza­sie. Twórca kon­cep­cji ana­lizy trans­ak­cyj­nej E. Berne zapy­tałby: czy w rela­cji z dziec­kiem prze­ma­wia przez niego wewnętrzny Doro­sły czy wewnętrzne, czę­sto Zra­nione, Dziecko? A może odzywa się w nim Wewnętrzny Rodzic, ten z innego czasu, innego kon­tek­stu? Pro­blemy stwa­rzane przez dzieci są więc sygna­łem dla rodzi­ców. Dzięki nim rodzice mogą otwo­rzyć się na wiele nie­zna­nych, nie­zau­wa­ża­nych do tej pory aspek­tów samego sie­bie, spraw­dzić, posze­rzyć samo­świa­do­mość, odna­leźć się na nowo we wła­snym sys­te­mie pocho­dze­nia. Mogą poznać jego porzą­dek i dynamikę.

Taki wgląd ofe­ruje Metoda Usta­wień Sys­te­mo­wych, któ­rej ele­menty były obecne w tera­pii rodzin już od jej począt­ków. Bert Hel­lin­ger roz­wi­nął ją, czy­niąc z niej drogę doświad­cza­nia przez czło­wieka roli i miej­sca w rodzi­nie (a następ­nie w innych sys­te­mach spo­łecz­nych). Pro­ces ten pozwala zna­leźć swoje wła­ściwe miej­sce w sys­te­mie – ade­kwatne do roli, jaką tam się pełni. Z takiego „dobrego miej­sca” można wyru­szyć do wła­snego życia i w nim jako Doro­sły zało­żyć wła­sną rodzinę, zaj­mu­jąc w niej miej­sce wła­ściwe dla swej aktu­al­nej roli. W sys­te­mie pocho­dze­nia rodzic jest Dziec­kiem i zacho­wuje się jak ono. Wcho­dzi w rela­cje z Ojcem, Matką i innymi Bli­skimi i kie­ruje się przy tym wielką, pier­wotną miło­ścią. Jest od nich cał­ko­wi­cie zależne, oni są jego życiem i świa­tem. Zra­nie­nie lub roz­łąkę prze­żywa jak koniec tego świata. Zrobi dla nich wszystko. Czuje, że jego sys­tem rodzinny jest bez­pieczny tylko wtedy, gdy wszy­scy jego człon­ko­wie mają prawo przy­na­le­żeć i mieć w nim wła­ściwe dla sie­bie miej­sce. Tropi więc „puste miej­sca” w rodzi­nie, bo one blo­ku­jąc, jak to mówi Bert Hel­lin­ger „prze­pływ miło­ści”, zagra­żają tym, któ­rych dziecko kocha. Krząta się w poszu­ki­wa­niu wyklu­czo­nych — zagi­nio­nych, wyrzu­co­nych z pamięci sys­temu, bo ich obec­ność boli lub przy­nosi wstyd. Swoim zacho­wa­niem, cho­robą, a cza­sami nawet śmier­cią dziecko upo­mina się o tę trudną obec­ność. Kon­ste­la­cje rodzinne poma­gają men­tal­nie i uczu­ciowo odbyć te poszu­ki­wa­nia, prze­żyć traumę i cier­pie­nie i w ten spo­sób pojed­nać się z tym, co trudne i bole­sne, i móc uznać za dar wszystko, co otrzy­mało się od Przod­ków. Wów­czas Dziecko jest wolne, może brać siłę od swo­ich Rodzi­ców i roz­wi­jać w sobie Doro­słego. Czło­wiek staje się wtedy silny wewnętrz­nie. Może sam kie­dyś być Doro­słym, sil­nym Rodzi­cem w zało­żo­nym przez sie­bie sys­te­mie aktu­al­nym i być w nim  emo­cjo­nal­nie obecny. Wtedy, jak to mówi Arist von Schlippe, „ojciec jest dla dziecka jak skała, a matka jak kotwica”.

Doro­sły i silny rodzic może też szu­kać odpo­wie­dzi na pyta­nie: Co moje dziecko robi dla mnie jako rodzica? Co robi dla całej rodziny? Dla­czego z taką deter­mi­na­cją trwa przy zacho­wa­niu, za które w różny spo­sób jest kar­cone i karane? Dla­czego ryzy­kuje odrzu­ce­niem przez innych, dla­czego naraża swoje zdro­wie i przy­szłość? Bert Hel­lin­ger na semi­na­rium w 2004r. mówił o tym tak: „Bar­dzo czę­sto dzieci zacho­wują się w taki spo­sób, żeby rodzice się o nie mar­twili. Lub zapa­dają na jakąś cho­robę. Dzieci te patrzą na jakąś wyklu­czoną osobę. Rodzice zamiast sku­piać się na takich dzie­ciach, mar­twić się lub je karać, powinni patrzeć z nimi w kie­runku, w któ­rym one patrzą poprzez swoje zacho­wa­nie lub cho­robę, aż zoba­czą wyklu­czoną lub zapo­mnianą osobę. Wtedy mówią do niej: „Tak, teraz cię widzę”. Następ­nie patrzą na dziecko mówią do niego: „Dzię­kuję ci za wska­za­nie mi drogi.” Doświad­cze­nie tera­peu­tów dzie­cię­cych i rodzin­nych mówi, że szanse rodzi­ców na „zwol­nie­nie” dziecka z „obo­wiązku złego zacho­wa­nia” są wtedy znacz­nie więk­sze. Dziecko może wów­czas odna­leźć swoje miej­sce w rodzi­nie, czuje się w niej bez­piecz­nie i jest gotowe uznać auto­ry­tet rodzi­ców. Oni z kolei są w sta­nie znacz­nie sku­tecz­niej wyko­rzy­sty­wać pro­po­no­wane przez spe­cja­li­stów metody postępowania.

Iwona Góra

 

Metoda Voice Dialogue

Osoby cho­ru­jące soma­tycz­nie i doświad­cza­jące trud­no­ści psy­cho­lo­gicz­nych bar­dzo czę­sto nie mają kon­taktu z istot­nymi ener­giami w sobie, np.:
- są czę­sto bar­dzo kry­tyczne wobec sie­bie i cie­szą się z sie­bie dopiero po speł­nie­niu wygó­ro­wa­nych warun­ków
- czę­sto nie mają kon­taktu z wła­sną aser­tyw­no­ścią i w związku z tym raczej speł­niają ocze­ki­wa­nia innych niż reali­zują wła­sne potrzeby
- nie mają kon­taktu z wła­sną ener­gią życiową ‚ gdyż w kon­tak­tach z bli­skimi oso­bami musieli zaprze­czyć roz­pa­czy, zazdro­ści, rezy­gna­cji i zaprze­czają, że je przeżywają.

Te odcięte (zdy­so­cjo­wane) czę­ści oso­bo­wo­ści można przy­wró­cić psy­chice, na nowo połą­czyć z całą oso­bo­wo­ścią przy pomocy metody Voice Dia­lo­gue.
Wów­czas ener­gia życiowa może pły­nąć swo­bod­nie i wzra­sta ogólna odpor­ność czło­wieka. Twórcy tej pro­stej i bar­dzo efek­tyw­nej metody: Hal i Sidra Stone wypró­bo­wali jej sku­tecz­ność pod­czas warsz­ta­tów pro­wa­dzo­nych na całym świecie.

Ja sto­suje t ę metodę od dwóch lat w pracy z ludżmi cier­pią­cymi na ner­wice, uza­leż­nie­nia, zabu­rze­nia snu, bóle, zabu­rze­nia nastroju, z powodu kło­po­tów w rela­cjach inter­per­so­nal­nych.
Opr. Teresa Ossowska

Metoda Voice Dia­lo­gue - jest jed­nym z naj­po­tęż­niej­szych narzę­dzi wewnętrz­nego rozwoju.

Może być włą­czona w dowolny sys­tem teo­re­tyczny– dopeł­nia­jąc go i wzbo­ga­ca­jąc . Dla­tego posłu­guje się nią liczna grupa psy­cho­te­ra­peu­tów, tre­ne­rów roz­woju świa­do­mo­ści i osób nie zwią­za­nych z pro­fe­sjo­nalną psy­cho­te­ra­pią. Voice Dia­lo­gue pozwala dotrzeć do wewnętrz­nej wie­dzy i głę­bo­kiej intu­icji uśpio­nej w naszym wnętrzu.

W nas i poza nami ist­nieje wiele wzor­ców ener­gii. W pro­ce­sie roz­woju świa­do­mo­ści naszym zada­niem jest uświa­do­mie­nie sobie tych wzor­ców Dowia­du­jemy się z któ­rym z nich iden­ty­fi­ku­jemy się, a które zostały wydzie­dzi­czone lub są po pro­stu nie­uświa­do­mione. Taka praca jest roz­cią­gnięta w cza­sie — tak naprawdę to nie­koń­czący się proces.

Kon­cep­cja „Voice Dia­lo­gue” autor­stwa Hala i Sidry Stone’ów zakłada ist­nie­nie rodziny podo­so­bo­wo­ści zwa­nych ener­giami lub odgry­wa­nymi przez nas rolami. Iden­ty­fi­ka­cja z któ­rąś z podo­so­bo­wo­ści spra­wia, że ta część przej­muje nad nami kon­trolę i wła­dzę. Po dru­giej stro­nie kon­ti­nuum two­rzy się pustka (np.; nad­miar pra­co­ho­lika – brak leni­stwa, nad­miar altru­izmu – brak ego­izmu), w efek­cie nastę­puje zachwia­nie rów­no­wagi, wyparta podo­so­bo­wość (np. leni­stwo lub ego­izm) może wyra­żać się poprzez pro­blemy emo­cjo­nalne czy symp­tomy soma­tyczne.
Celem tera­pii jest roz­wój świa­do­mego ego, które hono­ruje wszyst­kie podo­so­bo­wo­ści. Pacjent uczy się mie­ścić w sobie oby­dwa aspekty danej podo­so­bo­wo­ści. Jest pośrodku i utrzy­muje rów­no­wagę mię­dzy nimi.

Opr. Anna Winnicka

 

Psy­cho­te­ra­pia pomaga klien­towi zmie­nić spo­strze­ga­nie świata.
Poma­gamy zro­zu­mieć to, co nie mogło być zro­zu­miane w dzie­ciń­stwie.
Wspo­ma­gamy osobę, by poczuła i wyra­ziła to, czego nie mogła prze­żyć i wyra­zić wcze­śniej.
Klient może zakoń­czyć dąże­nia, impulsy, któ­rych reali­za­cja została prze­rwana.
Ważne sytu­acje w naszym ludz­kim roz­woju wyda­rzają się, gdy:

  • nie może pły­nąć pier­wotna miłość do matki
  • jeste­śmy nie­spra­wie­dli­wie potraktowani
  • jeste­śmy (czu­jemy się) zagrożeni

Uczu­cia lęku, gniewu, odrzu­ce­nia są trudne do prze­ży­cia zwłasz­cza dla dziecka, które nie ma pomocy ze strony kogoś doro­słego. Wów­czas czę­sto te uczu­cia zostają stłu­mione, a na ich miej­sce poja­wiają się emo­cje i zacho­wa­nia zastęp­cze, mające na celu obni­że­nie napię­cia i odwró­ce­nie uwagi od zasad­ni­czego pro­blemu. Nazy­wamy je stra­te­giami obron­nymi.

Stra­te­gie obronne (np.: reago­wa­nie napię­ciem, pod­wyż­szoną tem­pe­ra­turą, agre­sją, fan­ta­zjo­wa­niem, wyco­fa­niem z aktyw­no­ści) dzia­łają przez cale życie i zabie­rają ener­gię potrzebną do życia, co m.in. może powo­do­wać powsta­wa­nie lub nasi­le­nie nie­któ­rych cho­rób soma­tycz­nych. W tera­pii szu­kamy miej­sca, gdzie zra­nie­nie nastą­piło. Dzięki temu stłu­mione uczu­cia mogą popły­nąć, a w kon­se­kwen­cji osoba ma moż­li­wość zre­zy­gno­wa­nia ze stra­te­gii obronnych.

Teresa Ossow­ska

© 2011 Aditus Suffusion theme by Sayontan Sinha